Wiosenne wypalanie musiało być niesamowitym zjawiskiem i dlatego odnoszę wrażenie, że z tego powodu mam wielki żal. Tak pięknie byłoby poczuć zapach i zobaczyć ostateczny los tego miejsca. Rejon Sadine w Podgoricy to obecnie wielkie pole niczego, zakotwiczone w asyście rozbieranej i także umierającej fabryki Radoje Dakić. Kiedyś było plantacją winorośli, w tej chwili służy zwierzętom jako cmentarzysko i pastwisko zarazem. Znajdujące się u podnóży Magary, na przedgórzu Gór Dynarskich pole jest już prawie historią, która skończy się budową największego kompleksu handlowego w dziejach Czarnogóry - mimo iż, 145 - hektarowe połacie ziemi to większy kawałek niż Watykan, Monako i Gibraltar razem wzięte. Powierzchnia samej Podgoricy to 1399 km2, z czego Sadine stanowi 14,5 km2. Ca daje nam jedną setną cześć miasta. Szkoda pola. Ech co począć. Piękne pole, pięknie płonie.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
niedziela, 30 sierpnia 2015
Nastupna Żupinka Nalewajki
Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, no tylko gdyby, że
definicja Ukrainy zawarta jest w środkach transportu miejskiego i
międzymiastowego, zrugałbym, zbeształ do cna i prze argumentował mu to w sposób zasadniczo odbiegający od jego
zapatrywań. Gdyby, ale gdyby nie zaistniało. Po ukraińskiej stronie Medyki jest
taki przystanek marszrutek, rozjeżdżających się gdzie tylko popadnie po
Ukrainie. Po ukraińskiej stronie Medyki
milicja wepchnie się przede mnie w kolejkę po papierosy. Po ukraińskiej stronie
Medyki, pomimo złożenia oficjalnego zażalenia ekspedientce ta pozostanie nie
wzruszona moją sytuacją. Po ukraińskiej stronie Medyki zrobiło się już późno, na
stacji odjazdowej marszrutek żegna nas tylko pies, który cierpliwie czeka aż
ktoś go nakarmi. Na szczęście są marszrutki do Lwowa, ciasne, bo cała Ukraina
jest ciasna.. Nie to żebym marudził na
to jak jest, wręcz przeciwnie- kocham. Wiarygodność i autentyczność jest tutaj
na Ukrainie rzeczą najważniejszą, namacalną, w żaden sposób nie przypominającą
imitacyjności w Polsce. Przecież nikt mi
nie wmówi, że uśmiechnięta sprzedawczyni w sklepie uśmiecha się na mój
widok, a kelner w pewnej znanej sieci restauracji ucieszy się tylko dlatego, że
zamawiam u niego coś z menu…to dlaczego szczerzą kły? Mało tego śmią być nawet
mili, urealniając przykazania z podręcznika obsługi klienta, napisanego przez
jakiegoś specjalistę od retailu. Dlatego śmiem twierdzić, że w ciasnocie jest
coś pięknego i nie potrzebuje ona do tego ogłady. Pojazd nie zawodzi nas, jedzie tam gdzie chcemy. We
Lwowie odbiera nas Igor, u którego wynajmujemy mieszkanie, ciasne jak cała
Ukraina, ale za to z lodówką i telewizją, za niewygórowaną cenę. Zresztą nic tu
nie jest za wygórowaną cenę. Tak samo jak taniość, zaskakująca we Lwowie jest
również wszechobecna znajomość naszej polskiej rogatej duszy. – Mówicie po
polsku? Pyta nas nieśmiało Igor. A po jakiemu mamy kurwa mówić, skoro jesteśmy
z Polski? Tylko przez grzeczność odpowiadamy -
jasne możemy mówić po polsku, chowając w myślach frazy zdziwienia
retorycznym pytaniem. Czasami miałem wrażenie, że Igor Ukrainiec z krwi i
kości, a nawet z guzików mówi lepiej po polsku niż my. W końcu dla niego interes
to nadal interes, a dla nas to business. Nawet IPhone, brzmi tutaj po
ukraińsku. I za to ich podziwiam. A nam? Nam pozostaje pójść spać, wstać rano i
zacząć poznawać Ukrainę z perspektywy komunikacji, dosłownie i nie tylko.
Podróżowanie komunikacją po Ukrainie urosło do rangi
teatru. Nie, nie chodzi o to, że w środkach komunikacji transportu miejskiego
puszczana jest z głośników muzyka poważna. Chodzi o to, że każdy może być tu
widzem, w tym spektaklu toczącym się po szynach, dziurawych drogach i stacjach.
Rozmowa w czasie spektaklu jest surowo zabroniona. W najlepszym przypadku
trzeba ją ograniczyć do minimum. Niecierpliwość również nie jest wskazana.
Wsiadasz-wysiadasz. Milcz. Na Ukrainie motorowymi w tramwajach (tak motorowymi,
nie motorniczymi) są tylko kobiety. Stare, młode, brzydkie i ładne. Odwrotnie
jest w trolejbusach, marszrutkach i autobusach – tam kierowcami są tylko
mężczyźni. Starzy, młodzi, z telefonami. Widocznie przydzielono im takie
zadanie. Jeżdżąc tramwajem czy też innym środkiem transportu miejskiego można
zwiedzić całe miasto we Lwowie. Sieć jest gęsta, dociera niemalże w każdy
zakątek miasta. Jeśli nie uda się tego dokonać tramwajem, zrobisz to za pomocą
marszrutki lub autobusu. – Nastupna żupinka…Nalewajki, podpowiada głos z głośnika.
W taki sposób miniesz kolejne katedry, cerkwie, instytuty. Nigdy się do nich
nie spóźnisz. Tramwaj we Lwowie może nie przyjechać wcale. Możesz stać i moknąć
na przystanku bez wiaty z całkiem sporą grupą ludzi, zanim zorientujesz się, że
jakieś 100 metrów dalej trwa remont torowiska. Wiadome jest, że w takiej
sytuacji tramwaj nie pojedzie, bo cała linia jest wyłączona z ruchu. Mimo to
wszyscy stoją i czekają. Informacji brak, ale nikomu taki stan rzeczy nie
przeszkadza. Kiedy tramwaj nie przyjedzie w ogóle, zawsze możesz pójść na inny,
a nim nigdy się nie spóźnisz.




