sobota, 5 września 2015

Dragan, sprzedawca arbuzów







Ludzie pracujący lub związani z przestrzenią ulicy w Belgradzie to taka trochę barwna fotografia serbskiej stolicy, która z wiekiem już wyblakła. Zmieszczą się na niej roześmiani sprzedawcy arbuzów z Bloku 11, rozgadane fryzjerki z salonu piękności na Dorćolu, zastygli emeryci serwujący lody z przewoźnej lodówki na naddunajskim keju, "mistrzowie szachowi" z Kalemegdanu, pobożne staruszki proszące o drobne na Savamali, syryjscy imigranci, którzy zawładnęli parkiem Luki Ćelovićia, czy właściciele budek i straganów na Targu Republiki. Jedno wielkie centrum handlowe nie zapewni Belgradowi zaspokojenia potrzeb na usługi i towar, a tyle ich posiada to miasto. Jedno centrum handlowe to rarytas. I tak chodząc belgradzkimi ulicami ciągle w głowie pobrzmiewają mi słowa z refrenu kawałka Belgradzkiego Syndykatu"Da li se secas kako bilo nam je pre, posle svega sta sad ostalo je, moj Beograde..." Dawnego Belgradu zapewne już nie przyjdzie mi zobaczyć, nie mniej dostałem od tego miasta coś równie wspaniałego.  














Popularne Posty

© All Rights Reserved by Arkadiusz Brus. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Etykiety

To get the latest update of me and my works

>> <<