- Z Polski - odparłem ze słyszalną niepewnością w głosie, dławiąc resztki myśli, że skoro sugestia przynależności do konkretnego etnosu została wypowiedziana, to nie po to żeby teraz jej zaprzeczać. A co jeśli zaraz usłyszę jak to pomogliśmy w uchwyceniu osiedlowego bohatera, co jeśli żal Bezrękiego podniesie na mnie swój gniew?
- Ty tutaj robisz zdjęcia a? Rób jeśli musisz, ale mi nie rób! Zrozumiałeś wszystko co mówię? Inaczej będzie bum bum, zrozumiał?
- Nie jestem złoczyńcą i nie robię tego na gwałt, na siłę - odparłem nabrawszy większej pewności, że piorunów jednak nie będzie.
Złoczyńca w tym kontekście i w tym miejscu zabrzmiało jednak z mojej strony delikatnie mówiąc dość niefrasobliwie, a nawet głupio. "Bo najmniej takich męczenników co uczyniliby z Serbów szlachetnych" - jak głosi napis na murze koło osiedlowego sklepiku spożywczego. Powiadają, że śmierć w Rosji jest prosta jak reklamówka foliowa. W Serbii aresztowanie człowieka z listą tak długich zarzutów zbrodni jakie miał doktor medycyny naturalnej Dragan Dabić jest jeszcze prostsze. Bierzesz torbę, wychodzisz na autobus w lipcowy poranek i ... już. Nie stawiasz żadnego oporu, z kajdankami na rękach, trzymając w garści torbę udajesz się do Hagi. Matki z dziećmi spacerują w stronę nadrzecznego bulwaru, starszy człowiek idąc wzdłuż ulicy Jurija Gagarina walczy z gnębiącą jego starczość grawitacją, a ty zwyczajnie udajesz się na kilkuletni proces trybunalny. Gromów jednak nie było, Bezręki zamówił przez pośrednika dwa piwa.
A co jeśli nie ma jednego plemienia w jednym plemieniu? Rozfałdowana i rozwarstwiona natura oddziela jedną definicję od drugiej i każe sobie tworzyć nowe.
- Wszyscy Polacy to dobrzy ludzie - powiedział mi pewien cygański pucybut, zmuszając mnie do skorzystania z jego usług, mimo nad wyraz małej chęci z mojej strony. Zawsze jakoś było mi nie zręcznie gdy musiałem kłaść nogę na czyimś kolanie lub w najlepszym przypadku na podeście. Nie lubiłem gdy ktoś komu miałem płacić znajdował się niżej niż ja.
- Naprawdę? Przecież w każdym plemieniu zdarzają się i ci drudzy, źli, ci którzy buraczany sok zdają się wyciskać każdego dnia niemalże.
- Należy się 250 dinarów - odparł.
Nie miałem za wiele drobnych, ostatecznie wykupiłem się dwustoma dinarami i papierosem. Taki charakter pracy, gdzie pucybut musi być zawsze niżej niż jego zleceniodawca. Podczas gdy inni muszą być zawsze wyżej w postrzeganiu tego co plemienne. " Zatapiając granicę, zatopimy Serbię" - transparentne hasło starszych plemiennych nie przemawia jednak do nowoczesnych wojów gromady. Dla młodszych po włóczni ze szczepu warunek spójności leży po innej stronie potopu. Nie ma jednego plemienia, jest ich razy wykładnia kilka.
Radovan Karadzić, lider bośniackich serbów z czasów wojny w Bośni (1992-1995), od 1996 roku poszukiwany listem gończym przez haski trybunał, ukrywał się do roku 2008 w Belgradzie na bloku 45 przy ulicy Jurija Gagarina 267. Używał autentycznych dokumentów na nazwisko Dragan Dabić i jako doktor medycyny naturalnej prowadził gabinet lekarski. Został aresztowany 18 lipca 2008 roku, kiedy wsiadał do miejskiego autobusu. Na osiedlu nr 45 wraz z okolicznymi osiedlami postać ta nie wzbudza negatywnych kontrowersji. Stanowi ona wyraz tradycyjnego postrzegania w świadomości mieszkańców istoty serbskości, jako walki o jedność narodową. Blok 45 wraz z blokami 71, 72 i 61 są ostatnimi osiedlami układu aglomeracji miejskiej Belgradu.
Podczas mojej wizyty w Belgradzie, 19 marca 2016, odbył się protest przeciwko budowie nowego kompleksu biurowego "Belgrad na wodzie". Protest zorganizowany został przez środowiska cerkiewne przy wsparciu organizacji czetników. Plany budowy nowej przestrzeni wzbudzają jednak sporo kontrowersji społecznych. Wraz ze zmianami architektonicznymi w parze idą kwestie wywłaszczenia z działek mieszkaniowych z terenów objętych budową oraz postulatami finansowania innych potrzeb społecznych. Budowę nowego zespołu przestrzennego zakwestionowała również Serbska Akademia Architektoniczna, powołując się na zapis z 1950 roku o braku możliwości zagospodarowania terenów wzdłuż rzeki Sawy, który jednoznacznie definiuje powyższe tereny jako obszar niezdolny do ingerencji budowlanej. Projekt tym samym podzielił mieszkańców na wrogie sobie obozy zwolenników nowoczesności i konserwatywnego podejścia do wizji miasta. Plany rewitalizacji miasta są także zagrożeniem dla obecnych kluczowych przestrzeni publicznych. Takie miejsca jak ulica Kneza Mihaila czy Plac Slavija, tradycyjne miejsca spotkań młodych mieszkańców miasta mogą zostać zastąpione nowym ośrodkiem w postaci Belgradu na wodzie.
Podczas mojej wizyty w Belgradzie, 19 marca 2016, odbył się protest przeciwko budowie nowego kompleksu biurowego "Belgrad na wodzie". Protest zorganizowany został przez środowiska cerkiewne przy wsparciu organizacji czetników. Plany budowy nowej przestrzeni wzbudzają jednak sporo kontrowersji społecznych. Wraz ze zmianami architektonicznymi w parze idą kwestie wywłaszczenia z działek mieszkaniowych z terenów objętych budową oraz postulatami finansowania innych potrzeb społecznych. Budowę nowego zespołu przestrzennego zakwestionowała również Serbska Akademia Architektoniczna, powołując się na zapis z 1950 roku o braku możliwości zagospodarowania terenów wzdłuż rzeki Sawy, który jednoznacznie definiuje powyższe tereny jako obszar niezdolny do ingerencji budowlanej. Projekt tym samym podzielił mieszkańców na wrogie sobie obozy zwolenników nowoczesności i konserwatywnego podejścia do wizji miasta. Plany rewitalizacji miasta są także zagrożeniem dla obecnych kluczowych przestrzeni publicznych. Takie miejsca jak ulica Kneza Mihaila czy Plac Slavija, tradycyjne miejsca spotkań młodych mieszkańców miasta mogą zostać zastąpione nowym ośrodkiem w postaci Belgradu na wodzie.















